(120kB)

O autorze


wersja angielska | wersja niemiecka

(65kB)Janusz Jutrzenka Trzebiatowski

urodził się w Chojnicach 9 lipca 1936 roku. Pochodzi z zasłużonego dla Polski pomorskiego rodu szlacheckiego. Jego ojciec, Józef, działaj±cy w Chojnicach, tworz±cy polsk± administrację w roku 1922, w 1939 roku trafił do hitlerowskiego obozu w Matthausen. Po wojnie powrócił do Chojnic i od 1945 roku, do emerytury, pełnił funkcję naczelnego sekretarza miejskiego. W 1939 roku, rodzina Trzebiatowskich wraz z trzyletnim wówczas Januszem, została wysiedlona z Chojnic. Artystę nie ominęły więc do¶wiadczenia zwi±zane z brutalno¶ci± wojny, Powstaniem Warszawskim, hitlerowskim obozem koncentracyjnym i dziecięcym przeżyciem Pruszkow Lager. Po wojnie, wraz z rodzin± powrócił do Chojnic, gdzie ukończył Liceum Ogólnokształc±ce, a następnie, w roku 1954 wyjechał do Krakowa, rozpoczynaj±c studia na Akademii Sztuk Pięknych. Tam też, w Krakowie, nieprzerwanie żyje, pracuje i tworzy. W ASP otrzymał wielokierunkowe i solidne przygotowanie, zarówno z zakresu malarstwa, malarstwa architektonicznego, rzeĽby, rzeĽby architektonicznej, w dziedzinie plakatu, ze specjalizacj± architektury wnętrz. Oprócz twórczo¶ci artystycznej, jego życie wypełnia także pasja społecznikowska, która przejawia się potrzeb± tworzenia nowego, zarówno dla społeczeństwa, jak i dla sztuki. To wła¶nie z tejże pasji zrodziły się galerie sztuki, Poradnia Urz±dzania Wnętrz Mieszkalnych (1958), Stowarzyszenie Twórcze "Polart", Galeria Sztuki Polskiej w Chojnicach, czy Muzeum w Baszcie. Bogata osobowo¶ć Artysty nie pozwala mu skupić się na jednej dziedzinie sztuki, dlatego działa równocze¶nie i równolegle na kilku płaszczyznach. Jest malarzem, plakacist±, rzeĽbiarzem, scenografem, medalierem i poet±. Na charakter i poziom jego twórczo¶ci składa się niew±tpliwie wiele czynników: wrażliwo¶ć, pracowito¶ć, nieprzeciętny talent, wykształcenie, ale także trudne do¶wiadczenia wojenne, które dominowały w okresie jego dzieciństwa. Dzieła Artysty odzwierciedlaj± jego system warto¶ci, pogl±d na życie oraz sposób postrzegania rzeczywisto¶ci. Sztuka jest więc wynikiem jego rado¶ci, smutków i do¶wiadczeń, dzięki którym staje się różnorodna, bogata i prawdziwa, a przede wszystkim nios±ca z sob± warto¶ci uniwersalne dla każdego człowieka u niego w d±żeniu do Absolutu. Za wielko¶ci± jego twórczo¶ci przemawiaj± także liczby. Dzieła Artysty, których ilo¶ć przekracza 3000, znajduj± się w ponad 9 muzeach na całym ¶wiecie, wystawiane były w ponad 30 państwach, a liczba wystaw przekroczyła już pół tysi±ca. Kraje, w których artysta wystawiał swe dzieła: Anglia, Armenia, Austria, Belgia, Bułgaria, Czechy, Dania, Finlandia, Francja, Hiszpania, Holandia, Indie, Irlandia, Izrael, Japonia, Kanada, Kuba, Luksemburg, Meksyk, Niemcy, Norwegia, Polska, Rosja, Serbia, Słowacja, USA, Syria, Szwajcaria, Szwecja, Ukraina, Węgry, Włochy.

Prace Janusza Jutrzenki Trzebiatowskiego znajduj± się w następuj±cych muzeach:

1. British Museum, Londyn (Wielka Brytania),
2. Ermitaż, Sankt Petersburg i inne muzea państwowe w Rosji,
3. Ogaki Poster Museum (Japonia),
4. Royal Coin Gabinet, National Museum of Monetary History, Sztokholm (Szwecja),
5. Lahti Art Museum (Finlandia),
6. Museo Centro Danteso, Rawenna (Włochy),
7. Muzeum Sztuki Watykan,
8. Moravska Galerie, Brno (Czechy),
9. Museum der Bidenden Kunst, Lipsk (Niemcy),
10. Musee des Beaux - Arts, Mons (Belgia),
11. Musee de l'Affiche, Paryż (Francja),
12. Galeri Konstars Centrum, Malmö (Szwecja),
13. Museo Consejo Superior de Deportes, Madryt (Hiszpania),
14. L' Institut Polonaise, Paryż (Francja),
15. Museum Miasta Strarzicy (Bułgaria),
16. Kunst Hallen, Uppsala (Szwecja),
17. Laens Land Sting Uppsala (Szwecja),
18. Musee Olimpique, Lozanna (Szwajcaria),
19. Mennica Anders Nyborg A/S (Dania),
20. Conseil Municipal, Saillans (Francja),
21. Dansk Plakat Museum, Abyhrj (Dania),
22. Museum Numizmatyki i Medali, Lwów (Ukraina),
23. Polnisches Museum in Rapperswill (Szwajcaria),
24. Zbiory Miasta Beuningen (Holandia),
25. ¦wiatowe Muzeum Plakatu Listowel (Irlandia),
26. Zbiory Loga 112 Hoyerarde Norge (Norwegia),
27. Center Culture Jeunesse Musees Provincede Liege (Belgia),
28. Zbiory Zwi±zku Węgierskich Artystów Plastyków w Budapeszcie (Węgry),
29. Zbiory Polskiej Akademii Nauk w Wiedniu,
30. Muzej Srema (Serbia),
31. Muzeum Medali Kremnica (Słowacja),
32. Muzeum Narodowe w Warszawie,
33. Muzeum Narodowe w Krakowie,
34. Muzeum Narodowe w Poznaniu,
35. Muzeum Narodowe w Szczecinie,
36. Muzeum Narodowe we Wrocławiu,
37. Muzeum ¦l±skie w Katowicach,
38. Muzeum Historyczne Miasta Krakowa,
39. Muzeum Historyczne Miasta Stołecznego Warszawy,
40. Muzeum Sztuki Medalierskiej we Wrocławiu,
41. Muzeum Pomorza ¦rodkowego w Słupsku,
42. Muzeum imienia Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy,
43. Muzeum Okręgowe w Chełmie,
44. Muzeum Okręgowe w Lublinie,
45. Muzeum Okręgowe w Nowym S±czu,
46. Muzeum Okręgowe w Sandomierzu,
47. Muzeum Okręgowe w Tarnowie,
48. Muzeum Okręgowe w Chorzowie,
49. Muzeum Historyczno - Etnograficzne w Chojnicach,
50. Muzeum Pi¶miennictwa Kaszubskiego w Wejherowie,
51. Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie,
52. Państwowe Muzeum na Majdanku w Lublinie,
53. Muzeum Zachodnio - Kaszubskie w Bytowie,
54. Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie,
55. Muzeum PTTK w Puławach,
56. Muzeum Kresów w Lubaczowie,
57. Zbiory Zamku Królewskiego w Warszawie,
58. Zbiory Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie,
59. Muzeum Historii Ruchu Robotniczego w Poznaniu,
60. Zbiory Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Warszawie,
61. Zbiory Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie,
62. Zbiory Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie,
63. Zbiory Centrum RzeĽby Polskiej w Orońsku,
64. Zbiory Polskiej Akademii Nauk Zakład im. Ossolińskich we Wrocławiu,
65. Zbiory Miasta Mikołowa,
66. Zbiory Kliniki im. Jana Pawła II w Krakowie,
67. Zbiory Wydawnictwa "Jagiellonia" w Krakowie,
68. Zbiory Księżnicy Pomorskiej w Buku,
69. Zbiory Krakowskiego Domu Kultury,
70. Zbiory BWA w Kielcach,
71. Zbiory Małopolskiego BWA w Nowym S±czu,
72. Zbiory BWA w Suwałkach,
73. Zbiory BWA w Tarnowie,
74. Zbiory Galerii "Centrum" w Krakowie - Nowej Hucie,
75. Zbiory Domu ¦rodowisk Twórczych w Łomży,
76. Zbiory BWA w Bydgoszczy,
77. Zbiory My¶lenickiego O¶rodka Kultury,
78. Zbiory Fundacji Kultury Polskiej w Warszawie,
79. Galeria Sztuki Współczesnej DK HTS w Krakowie,
80. Galeria Sztuki PSM w Krakowie - Nowej Hucie,
81. Kolekcja "Sacro Art" w Krakowie,
82. Kolekcja BWA w Olkuszu,
83. Kolekcja BWA w Miechowie,
84. Galeria Sztuki Współczesnej w Chojnicach,
85. Zbiory Ministerstwa Kultury i Sztuki w Warszawie,
86. Zbiory Towarzystwa Pastelistów Polskich w Nowym S±czu,
87. Zbiory Wydziału Kultury i Dziedzictwa Narodowego Urzędu Miasta Krakowa,
88. Zbiory "KuĽnicy" w Krakowie,
89. Zbiory BWR w Krakowie,
90. Zbiory Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Miasta Bydgoszczy.

Dzieła Janusza Jutrzenki Trzebiatowskiego znajduj± się także w licznych zbiorach prywatnych w kraju i za granic±, m. in. w Austrii, Armenii, Anglii, Belgii, Czechach, Danii, Finlandii, Francji, Holandii, Hiszpanii, Irlandii, Kanadzie, Niemczech, Rosji, Słowacji, Stanach Zjednoczonych, Szwajcarii i Szwecji.

Ponadto Janusz Jutrzenka Trzebiatowski wydał
następuj±ce tomiki poezji:

1. Poezje, posłowie Stanisław Franczak,
Oficyna Wydawnicza KKAL, Kraków 1993,
2. Przyjaciółko moja, posłowie Maciej Naglicki,
Oficyna Wyd. Agat - Print, Kraków 1994,
3. Ogrody sztuki, posłowie Michał Ciechański,
Oficyna Wyd. KKAL, Kraków 1996,
4. Przestrzenie miło¶ci, posłowie Michał Siemaszko,
Oficyna Wyd. KKAL, Kraków 1997,
5. Fotografie pamięci, wstęp Piotr Augustynek,
Wyd. ST POLART, Kraków 1999,
6. Ona, wstęp Bolesław Faron, Kraków 2001,
Wyd. J. T. Chełm - Kraków 2003,
7. Pomiędzy, wstęp Jan Pieszczachowicz,
Oficyna Wyd. Agat - Print, Kraków 2004,
8. Zapiski, wstęp Jan Pieszczachowicz,
Wydawnictwo ST POLART, Kraków 2005,
9. Dotyk, Wydawnictwo Stowarzyszenia Twórczego POLART,
Kraków 2007,
10. Pieta, wstęp Stanisław Dziedzic,
Wyd. Towarzystwa Słowaków w Polsce 2010.
W swoim dorobku artysta ma także liczne publikacje w wydawnictwach prasowych, ksi±żkach i almanachach

Sztuka najwyższych pięter
Wobec fenomenu Janusza Jutrzenki Trzebiatowskiego

Czy dzisiaj jeszcze wolno być artyst±? Janusz Trzebiatowski musiał się urodzić pod szczęśliw± gwiazd±, skoro ocalał jako wolny twórca. Wszechstronnie wykształcony w krakowskiej ASP, uczelni w XX wieku jednej z najlepszych w świecie, nawet przez chwilę nie pomyślał, że mógłby pracować na etacie, obj±ć posadę czy dzień w dzień cudze dzieci uczyć. Choćby miały one zadatki na geniuszy. Dokoła toczyło się życie – może szare, a może normalne – artyści należeli do tych, którzy ze świetlistym kolorem schodzili do ludzi z zacisznych mansard z wyciętymi w dachach oknami z widokiem na gwiazdy, lub niebawem – z najwyższych pięter bloków. Prawdziwi artyści wtedy żyli, jadali i sypiali w pracowniach, pracowali właściwie przez cały czas, nawet we śnie. Jakieś sprawy personalne, naci±gane manifesty nie odpędzały ich twórczych wizji. Przypomnienie dla młodych: od „odwilży” po roku 1955 nie było już nawet konieczności opowiedzenia się politycznego, ideowego, programowego. Nikt – poza zupełnymi kanaliami – nie zakazywał tworzyć… i nikt nie sprawdzał, czy na najwyższych piętrach dyżuruje sztuka. Rzeczywistość się wyprostowała, obyczaje się klarowały: od rana, kiedy większość obywateli była w pracy, w szkołach i w innych zakładach, artyści wychodzili na pustawe ulice. Kupowali brakuj±ce farby, terpentynę, spyżę i, gdy była okazja, spirytualia, wracali na górę, korzystaj±c z ciszy i dziennego światła. Cieszyli się poszanowaniem; wtedy jeszcze przetrwało zamierzchłe mniemanie, że artysta na górze daje domowi szczęście. Twórca – człowiek wrażliwy, utalentowany, na swój sposób m±dry, a przede wszystkim ktoś, kto uprawiał zawód najwolniejszy z wolnych. Nawet wykładowcy ASP, pn±cy się po szczeblach akademickiej kariery, nie udawali, że pisz± jakieś prace doktorskie; ich coraz lepsze obrazy to były najpewniejsze szczeble kariery. Sposób bycia artystów profesorów niewiele odbiegał od stylu najzupełniej wolnej bohemy. Napisał: „Socjalizm? Nie pamiętam, bo wina czerwonego przetoczyło się przez moje atelier wiele beczek. Jakże barwniejsze stawały się wówczas i dziewczyny, i socjalizm”. A także: „Życie karmi się śmierci±, aby powstało kolejne, musi znikn±ć inne. Te wieczne prawa przyrody łamie sztuka, ona uczłowiecza biologiczny rytm życia. To dzięki niej stajemy się ludźmi”. Janusz Jutrzenka Trzebiatowski, żyj±c przecież bujnie i intensywnie, oszczędza, jak mówi, na spaniu: do tej pory stworzył ponad sześć tysięcy obiektów, namalował tysi±c obrazów. Zaprojektował, odlał, spatynował i olśnił mnóstwo brzęcz±cych medali – i na zamówienie, i con amore. Na przykład z okazji kolejnych urodzin córki. Na przykład z racji dobrej znajomości z kardynałem Karolem Wojtył±, z którym (agnostyk [?], a może ateista [?]) miał wspólnie zarejestrowany samochód KP-88-44, w latach 70. XX w. Ale w przypadku tych relacji wyrzeźbi nie tylko medal; także monumentalny pomnik Jana Pawła II w Chojnicach. Nie ulepiony, lecz wzniesiony tchnieniem. Forma figury głównej przywodzi na myśl fragment „Pana Cogito” Zbigniewa Herberta: „głowa / kapitel ciała”. I zdumienie, że kolumna ciała może się wzbić do lotu. Tak rzeźbi Trzebiatowski, poza tym robi scenografie, para się eksperymentami graficzno-poligraficznymi, daje publiczności takie plakaty, jakie zawsze będ± modne. S± one bowiem autentycznymi dziełami sztuki i nie pod±żaj± na siłę za czasem. Józef Czapski napisał, że w malarstwie nie jest ważne, kto jak namalował pierwszy, ważna jest siła obrazu. Siły nie będzie bez opanowanego warsztatu, bez ustawicznie podniecanego talentu, siły dzieła nie będzie bez skupienia, bez ogl±dania się wokół. To, co było, twórca ma w sobie, robi to, co będzie. Czego nikt inny tak jak on nie wykona. Janusz Jutrzenka Trzebiatowski jest także – a co mi tam, powiem – a może przede wszystkim poet±. (W trzech zdaniach poetyckiej prozy wspomnieniowej dał wstrz±saj±co piękny portret swej bohaterskiej matki, złożony z najprostszych słów). Gdyby nie był poet±, nie zaryzykowałby życia artystycznego, bez ograniczaj±cych zobowi±zań. Nie skusiło go brzęczenie stałego dopływu gotówki, nie skusiły fotele. Podj±ł wyzwanie – i to on wygrał. Jego życie to twórczość, twórczości± s± dlań podróże po świecie i dwu-, a nawet jednodniowe wypady w piękne polskie zakamarki, gdzie powietrze jest jeszcze czyste, drzewa i trawy zielone, a ludzie jakoś jakby mniej chciwi. Z wypraw przywozi kilka nowych pasteli, najświeższe jajka dla najbardziej tego potrzebuj±cych bliskich. I świadomość – jak pisze, że nie wolno mu być zmęczonym. Jest artyst± także tuż przed zaśnięciem i o świecie, kiedy wstaje, żeby zmierzyć się z dniem. Czy w widokiem na księżyc, czy na wschodz±ce słońce, przemyśliwa (i to jest w życio-twórczości drugie dno) nad warsztatem, nad sposobem obrazowania, podejścia do wiatru, który rozgania obłoki i do pięknej dziewczyny, która trzeba namówić do pozowania do aktu. Te wszystkie sprawy należy przyszpilić, przyjrzeć im się z dystansu. Toteż zapisane dr±ż±ce go myśli podbija pieczęci± poetyckiej puenty: „Wci±ż / dość trudno przestawiam się / z malarstwa olejnego na pastel; / ta sama muzyka, / ale inny instrument”. „Multiinstrumentalista” – myślę wpatrzony na obraz Przestrzenie z cyklu „Ptaki”. Artysta do tego stopnia opanował warsztat, że zdarza się, że widza przestaje obchodzić, czy to obraz lejny, czy pastel. Forma i to, co najważniejsze: siła wrażenia – tu osi±gnięta arcymistrzowskim zestawieniem kolorystycznym przestrzennie namalowanego skrawka zieleni, który ustawia, buduje cał± t± dynamiczn± kompozycję, złożon± z czerwonych, rozwibrowanych płacht i tła. Które na pierwszy rzut oka może wydawać się czarne, ale po ochłonięciu widzimy, że czerń, niepełna, taka wytworna, została inteligentnym podstępem malarza przełamana zieleni±. I dlatego tamta zdecydowana, choć nie natarczywa, zieleń, żywa jak ptaszę, robi tam tak dobrze i się rz±dzi, zwyciężaj±c z wyzieraj±cym, śladowym złotem pomocnych w konstrukcji i coś tam szepc±cych ażurów, i, rzecz jasna, z cynobrem, vermillonem, z uroczystymi czerwieniami, które, jak się okazuje, nie musz± wychodzić przed orkiestrę. Ptaki, obłoki Trzebiatowskiego maj± coś z aury, formy Młodej Polski. Nie ma się co dziwić; jego profesorami byli ci, co wyrośli z tamtego czasu (niby jak z krótkich spodenek, ale tej części garderoby nie mieli powodu wyrzucać, o, posiadacze masywnych przepastnych szaf w krakowskich mieszkaniach!) Kiedy Janusz studiował – a i po kilkunastu latach, za mojej młodości – profesorowie w pracowni robi±c korekty niby mimochodem coś tam zagadali o malarzach, którzy tu byli niedawno, a teraz s± w muzeach i w encyklopediach. Przybliżali nam ludzi, z którymi byli na ty – nie ględz±c koturnowo, nie trzaskaj±c suchymi faktami, niczym – o zgrozo – gał±zkami na podpałkę arcydzieł. Oni opowiadali o ich słabościach, o ich trudnym poczuciu humoru, dodaj±c od niechcenia, po wielokropku, dowód na to, że ci utalentowani ludzie byli jednak zadziwiaj±co pracowici. Artysta to przywilej. To wyróżnienie zobowi±zuje. Do nieustannej pracy. Bez której nie ma nie tylko kołaczy, ale i „kieliszka chleba”, na który profesorowie jeszcze wtedy zapraszali wybranych studentów. Młoda Polska, ale nie byle jaka, w rozlewnych, tajemniczych niby, a przecież konkretnych formach obrazowania wizji Trzebiatowskiego. Przychodzi na myśl Wojtkiewicz. Najlepszy, najbardziej wolny duch tamtego czasu nie robił nic, żeby swoje wizyjne obrazy tłumaczyć. Zrobił to André Gide, który go odkrył dla świata. Trzebiatowski nie ma zamiaru tłumaczyć; wytwornie podaje swoje dzieła, ułożone, bez skazy; niekiedy zaskakuje. Jak w cyklach „Pejzaż chmur”, kiedy każdy z jego obiektów zdaje się krzyczeć: Człowiek, który mnie stworzył, jest swobodny! Swobodny – a stworzył. I śmiało posłał do ludzi. Ludzie ogl±daj± z leciutkim zaciekawieniem najróżniejsze lekkości, improwizacje na temat chmur, gdy sobie przelatuj± – chmur ogl±danych z pozycji leż±cego na trawie prawdziwego artysty, czyli człowieka, który nawet wtedy, kiedy wygl±da na lenia lub wczasowicza, pracuje – a tu nagle… pewnie to nawet arcydzieło! Pion. Ciemna, ale nie ciężka chmura stworzona z najszlachetniejszych odcieni umbry, otoczona ciepłymi tonami obłoków z rozbielonej pozzuoli, przedziera się – rozwirowana w bezwzględnym dance macabre – ku kobaltom spokojnych przestworzy. Siła złego – ale jak doskonale namalowana! I na marginesie – to pastel. A wrażenie uderzeń gęstej olejnej farby z pędzla starego Goi. Sam Autor najlepiej, dosadnie a czule, określił wymowę jednego z najdojrzalszych, najbardziej poruszaj±cych cyklów: „Pieta to także martyrologia polska. / To Maria biologicznie naga. / Osadzona w Mauthausen, Pruszkow Lager, Powstaniu Warszawskim / i tysi±ce jej synów. / Chrystus, który jest w każdej cz±stce / palonych w piecach krematoryjnych ciał. To hostia”. Akty. Trzebiatowski – koneser, wrażliwiec, smakosz – na swój mało powści±gliwy, trochę literacki sposób wielbi kobiece ciało. Nie tyle maluje, ile obwodzi pędzlem okolice erotyczne, które z partnerkami zwiedza najchętniej. W erotycznym uniesieniu, w seksualnym wymiarze. To historia miłosna, która się dzieje. Żeby być świadkiem, najlepiej obejrzeć cały cykl „Ona”. Obrazy olejne, ł±czy je, w znaczeniu dosłownym, format. I właściwie, na dobr± sprawę, nic więcej. Tu objawia się właśnie odwaga niezależnego twórcy. Kobieta, oswajanie się maluj±cego obserwatora z nowym pięknem, gubienie modelki, odnajdywanie w niej człowieka, błysk erotycznego porozumienia, a potem – zupełnie inaczej malowane, gęsto i tajemniczo – nie wiadomo, czy odgadnione dla kobiety regiony męskiego przeżywania intymności, która jest w jednej sekundzie grzeszna, w drugiej wydaje się jeśli nie święta, to w każdym razie pochodz±ca z daru Dawcy Pięknego Wytchnienia. „Pejzaż erotyczny”, no tak. Cielesność i metafizyka. Nieodżałowanej pamięci Michał Sprusiński, poeta, tłumacz i krytyk, wrażliwy na piękno słowa i obrazu, powiedział, że aby pisać prozę realistyczn±, trzeba mieszkać na pierwszym piętrze. To nie tylko metafora. Artysta malarz, który jest świadkiem wrzasków i brudów codzienności, czerpie z nich, owszem, i cierpi, i współcierpi, ale żeby móc tworzyć obrazy poetyckie, musi się dostać na najwyższe piętro. Pisałem kiedyś o „ludziach wysokich pięter” i gdzie indziej o tym, że wyżej, nad dachem, „już tylko Bóg”. Tylko w skupieniu murów najwyższych pięter, nawet tym z konieczności metaforycznym, w twórcy wyzwala się intuicja. Dziś, z perspektywy lat, po gmatwaninie wydarzeń, widać wyostrzon± jak lancet intuicję w tym, co ma być, i jest, wymowne i trwałe: w medalach Trzebiatowskiego. Spójrzmy na jego spiżowych Robotników z 1981 (kurczowo, ale jeszcze jakoś bezkierunkowo zaciskaj±ce się palce). A zaraz potem na Martyrologię polsk± z tegoż roku (znakomita, dynamiczna forma płaskorzeźby; ruch dłoni, palców, w świadomym uniesieniu – a cał± tę siłę zdaje się dzielić błyszcz±cy krzyż, osadzony na dynamicznej całości. W Martyrologii polskiej II (z 1989) z tamtego ruchu wyłania się nowy kształt, to, co było wypukłe i dynamiczne, zostało przez rzeźbiarza „wybrane”, przestało istnieć jako narzędzie walki, zlało się w całość struktury. A krzyż? Krzyż tu jest ażurowy. Wycięty z masy br±zu. Szuka, poszukuje, jak to artysta. Ale poza tym przez całe życie zbiera piękne przedmioty. Trudno powiedzieć: kolekcjonuje, bo co jakiś czas coś ubywa z tych rzeczy w zakres rzemiosła artystycznego wchodz±cych. Nauczony tracić, przełyka ślinę i zbiera dalej. I wie, co znaczy utrata czegoś cennego. Po trzęsieniu ziemi w Armenii pojechał tam, własnymi oczami zobaczył przeżył i narysował stratę, nieszczęście dla ludzi i dla kultury. Ma duszę poety lirycznego; niezrównany jest jego twórczy zachwyt nad arcydziełami czy rarytasami innych dawnych kultur, wszak dawna kultura jest także w kobiecych ciałach. I w elegancji świetlistych laserunków, w każdym szczególe obrazów olejnych, nawet w kształcie ramy. Ale w tej elegancji jest jeszcze coś, czym widzów, bez względu na płeć, uwodzi Trzebiatowski. Uwodzi? Kogo? Innych uwodzicieli. Gdzie sens? Ile słusznej goryczy w jego „Zapiskach (o sztuce i życiu)”: „Przez lat bez mała czterdzieści snobowaliśmy się na sztukę dla klasy robotniczej, która miała nas w nosie (…) Myślę, że czas zrewidować te pogl±dy dwustronnie (…). Najpełniejszy na całym świecie odbiorca sztuki znajduje się w zamożnej i dojrzałej klasie średniej, której u nas wci±ż nie ma…” A gdy się wreszcie pojawi, niech się dowie, że niezwykłość licznych cyklów obrazów Trzebiatowskiego polega na tym, że artysta nie poddaje się jakiemuś przymusowi formalnemu, który, jak się zdaje, byłby wymagany w takim przedsięwzięciu. On korzysta z wszystkich doświadczeń, jakie zdobył po drodze – a cykl nie będzie dla cyklu. Będzie natomiast – pośrednio dla twórcy, a bezpośrednio dla widza – summ± wiadomości, informacji, wrażeń na temat… Cykl pasteli „Tatry”: od Morskiego Oka, brawurowej wariacji przywodz±cej na myśl powidok tego samego motywu uchwyconego na poły realistycznie, na poły fantastycznie przez Wyczółkowskiego, z odbiciem w toni czegoś, co przybiera kształty ukraińskich stogów z deszczułek Stanisławskiego, poprzez reliefowy, z ambitnym kontrastem podstępnie wydelikaconych pionów turni i nieubłaganego poziomu jeziora, niemal monochromatyczny Czarny Staw i modernistyczny, zda się, malowany, a nie rysowany Potrójny rytm – a więc obiekty przedstawiaj±ce świat ogl±dany – Trzebiatowski w Skalnych układach przechodzi, okazuje się, ewolucyjnie, w stronę syntezy (gdybyśmy nie znali cyklu, powiedzielibyśmy: abstrakcja), osi±gaj±c apogeum wstrzemięźliwości w ryzykownie pięknym pastelu Kurtyna. Znamy cykl, Kurtynę przeżywamy inaczej: światło nadziei, krawędź, za któr± nie będzie już żadnego niebezpieczeństwa? A może po prostu blask dnia ujrzany przez skaln± szczelinę groty. Muzyka, a raczej muzyczność gór przeciska się, podobnie jak to światło, w pozostałych licznych kartonach, wzmagaj±c sugestywność cyklu i doskonale tłumacz±c i artystyczny, i ideowy sens przekazu. „Czekam na demokrację ludzi światłych” – pisze w swoich „Zapiskach” Janusz Jutrzenka Trzebiatowski. Ale nie siedzi w poczekalni. Nie marnuje czasu na kolejki. Pomaga kolegom, słyszy się, że potrafi być w kilku miejscach na raz. I paradoks: tak w tym biegu dzień za dniem tworzy.

MAREK SOŁTYSIK


© Galeria Muzeum Janusza Trzebiatowskiego